piątek, 8 czerwca 2012

Running through Auschwitz


Pisała Panna Zuzanna


Kiedy przebiegam Twoją drogą śmierci
Wieczorem, gdy stopa turysty
ucieka i zapomina
Gdy głowa turysty spęczniała od wrażeń
Suszy swą pustkę w hotelowym ręczniku
Dech tracę jak Ty i Ty
Tracę, by go odzyskać
jest smaczniejszy
i bardziej soczysty
I czczę Cię niemyśleniem
Upamiętniam nierozpamiętywaniem
Przebiegam i myślę, jak zielona jest
trawa na wezbranym gruncie
suchej gleby wyrosła
I Ty ty ty potrzebujesz dziś
mojego braku tchu
mojego spojrzenia na trawę
mojej euforii biegacza
po śmierci ubrano Cię jedynie
bolesnym przeżywaniem Twojego losu
od nowa i raz jeszcze, w supeł się
skręca Twoja umęczona dusza
i biegnie za mną żeby odpoczywać
http://www.youtube.com/watch?v=Eo8Nt-u5d6g

niedziela, 23 października 2011

Are you in love with your life?

Dzisiaj rano biegnąc na pociąg w szarym przejściu podziemnym zauważyłam ten plakat. Wisiał dokładnie na przeciwko bocznego wyjścia i padało na niego mizerne światło walczącego z tą całą szarością jesiennego poranka. Muszę przyznać, że wrażenie było piorunujące.

To zdanie jest przecież w 100 procentach prawdziwe i chociaż brzmi banalnie według mnie to jest odpowiedź za 100 punktów na pytanie dlaczego się uśmiechasz. Jesteśmy zasypani ( a może wciąż sami siebie zasypujemy) listami rzeczy, które nas uszczęśliwiają, planujemy tak swoje dni, żeby były wypełnione po brzegi, żeby na pytanie : "Jak ci minął weekend" wypuścić wiązankę starannie wyselekcjonowanych zajęć, które nas zajmują nasz czas, czynią nas bardziej interesującymi, intrygują innych a w efekcie wywołują w nas poczucie zadowolenia. Zabawne, że czasami to nie same zdarzenia ale reakcje innych powodują w nas ten stan.

Arabscy poeci na terenie dzisiejszej Hiszpanii, a może przodkowie dzisiejszych Hiszpanów na terenie arabskiego państwa Al Andalus w czasach gdy u nas mruczano pod nosem "Bogurodzicę" tworzyli taką poezję, że z całym szacunkiem dla naszej "Bogurodzicy" myślę, że ten etap liryki oni zakończyli wraz z odkryciem ognia. W wielu z tamtejszych utworów pojawia się określenie :

"Dejate llevar" co w dosyć spłaszczającym to pojęcie tłumaczeniu będziemy mogli przetłumaczyć jako: "Daj się nieść"

Jestem za tym aby dać się życiu nieść. Nie ponieść, bo to sugeruje, że tracimy nad nim kontrolę, ale nieść. Dać sobie prawo do robienia czegoś co wydawało się nam nie do pomyślenia, przekraczać codziennie granice własnego ja, rozszerzać horyzonty.

To pozwoli nam pokochać życie jakim jest. Bo miłość idealna, amerykańskie zakochanie się w swoim  życiu tu i teraz, od zaraz, jest świetnym pomysłem, który niestety wymaga warunków szklarniowych. Porównałabym to do miłości do kobiet. Jeśli masz szczęście przebywać z piękną, inteligentną kobietą, która ma serce na właściwym miejscu zakochuj się i nie czekaj. Ale co jak codziennie siada obok ciebie obmierzła, gruba baba, która gotuje ci znienawidzone flaki? Jeśli jesteś miłośnikiem twardej kory;) znajduj w tej relacji między Tobą a Twoim życiem cudowne szczegóły, zaciskaj zęby i nie zmieniaj nic. Zakochaj się w swoim życiu tu i teraz. Jest ono cudem i nigdy nie odważyłabym się negować tego stwierdzenia.

Ale jeśli chcesz poczuć stan w którym życie jest dla Ciebie natchnieniem, jak dla tamtych sufickich poetów to pozwól sobie popłynąć.

Kupiłam bilety do Paryża, znany skrót zastąpiłam długą drogą na której znalazłam sklepik z najlepszymi pomidorami w mieście, chwytam do łapy pióro i pozwalam sobie być szczęśliwą, uśmiecham się, bo tak się czuję!!!

czwartek, 16 czerwca 2011

Widziałam mężczyzny(czapli) cień

Facet, którego dzisiaj zobaczyłam zaparł mi dech w piersiach. Rzadko się to zdarza. Niestety nie był to bezdech zachwytu, lecz raczej bezsilności, cichy wyraz nieprzystosowania mojego poczucia estetyki a nawet tolerancji na zaobserwowane zjawisko. Czaplonodzy młodzieńcy wdziewający na siebie ubrania wyszperane w dziadkowej szafie połączone z całą gamą hipsterowskich gadżecików do których zaliczają się: stare gameboye, okulary raybany oraz smakowe, skręcane papierosy; są plagą dużych miast Polski i szerokopojętego świata zachodu, z którego przybyli. Typ wzięty pod obserwację niósł butelkę wina ze znanej krakowskiej winiarni i moja kosmata wyobraźnia już widziała scenariusz dzisiejszego wieczoru. Pójdzie do starego mieszkania w kamienicy i przywita go dziewczyna, która ogoliła sobie połowę głowy. Weźmie ją w przedpokoju podtrzymując się wieszaka, bo jego patykowate nogi będą trzesły się bardziej niż wytrząsane filozoficznie myśli 10 minut później przy butelce rzeczonego wina. Potem wyjdą na miasto i zrobią mnóstwo dziwacznych zdjęć analogowym aparatem, prześwietlą je i poplamią kawą z wijącą się na zielono meduzą. Będą zachwycać się chwilą, gdy się wspomogą księżycowym proszkiem rodem z brudnej wioski, spod poduszki pobitej kolumbijskiej dziwki. Zmarnują trochę czasu na Freuda i na potęgę swojej nieświadomości. A potem przytulą się i zasną jak każdy, kto mimo wszystko zachował serca na właściwym miejscu, wieczorem, kiedy zgasną światła miasta i pobawią się w udawankę, że wyładował się komputer może obejrzą jakiegoś wesołego bękarta Hollywoodu, na którego wspólnie jeszcze ponarzekają.

Ja nie chcę dziś hipstera, napotkanego chłopca czaplę, czy Twojego sąsiada zwymyślać i zbluzgać. Ja cenię to, że on ceni sztukę, że się za uważa za jej twórcę i integralną część. Ja ubolewam tylko nad faktem, że mowa tu o sztuce masowej. Ja mam ochotę, żeby prostacko napić się z moim facetem piwa. Bo w razie niepowodzenia, wypiję go tyle, żeby wysikać sobie serce.



                                                         EMBRACE THE ARTIST IN         ~YOU~

niedziela, 15 maja 2011

.

Kiedy słyszę niski tembr Twojego głosu odprężam się i zapadam głęboko w fotelu, kiedy słyszę niski tembr Twojego głosu spinam się wewnętrznie, ale raczej ze swoistego rodzaju rozkoszy. Jestem z Tobą w pokoju, który wypełnia niespotykana w naszym świecie pustka, choć przecież pełen jest mebli. Opróżniony został jednak z czasu i przeszłości. Usunięcie złej przeszłości jest oczywiście genialnym posunięciem, które uzdrowiło by każdą relację, ale znika też przeszłość, która była naszym spoiwem, a właściwie łańcuchem małych chwil, w których chcieliśmy dopatrzeć się niezwykłości. To spojrzenie, którego nigdy nie zapomnisz, ta żądza i ta moja ciekawość. To wszystko zniknie w tym pokoju i zostaniemy tylko ja i Ty. Opadną maski, bo po co je nosić kiedy nie ma się już twarzy. Każdy wystudiowany ruch zostanie za drzwiami, każda przemowa ucichnie z pierwszym rozchyleniem warg, bo nie będziemy mieli jej do czego odnieść. Jedyne co będzie pomiędzy nami to intuicyjne poczucie, że to spotkanie jest naszą próbą, jest czymś z czym musimy zmierzyć się podążając za ślepym instynktem, ufając nieznanemu. Zresztą nieznanemu jest wbrew pozorom łatwiej zaufać. Nawet jeśli lamentujesz dziś, że nie ufasz już nikomu, właśnie dziś zaufałeś setkom ludzi, poddałeś się prądowi życia w społeczeństwie. Lecz pomimo tej całej otoczki podświadomości, jest niezręcznie, jest nieswojo, coś wisi w powietrzu, miało być lekkie a jest przedziwnie ciężkie, ciężkie od tej pustki. Nierówny kącik ust podnosi mi się do góry, chcę przeciąć czymś zapadłą  ciszę. W głowie tli mi się tylko dziwna myśl, że powinnam zabłysnąć. Mówię, że tak ciężko się tu oddycha. Ty podnosisz na mnie swój pytający wzrok. Potem z prędkością światła wyduszam, że wszystkie robale tego świata ważą 200 razy więcej od wszystkich ludzi. Krzywię się, a Ty nawet nie pamiętasz, że ja tak nie cierpię robali. Pytasz skąd to wiem, ja nie potrafię sobie przypomnieć. Chociaż w głowie majaczy mi się tramwaj, zupełnie nie wiem dlaczego. Potem widzę, ten peron, szarą wylęgarnię dnia. Ale wciąż nie wiem skąd te robale. Wypuszczam z ust jeszcze tysiące frazesów. Dziwi mnie taki potok słów, ja jeszcze nie wiem, że mam tak co dnia. Ty jeszcze nie wiesz, że tego nie lubisz. Jesteśmy nadzy w świetle dnia. Każdy szczegół naszego życia wycisnął na nas piętno i jest ono dziś namacalne. I mamy wybór, możemy wrócić po to co było za tymi drzwiami, możemy to zostawić i otworzyć następne, możemy wpatrywać się w nagie ciała i nie robić nic. Z mojego oka wypływa łza przepełniona bezsilnością. Nigdy nie kierowałam się głębszą analizą w ważnych wyborach. Podajesz mi swoją dłoń, którą uwielbiam i w której się topię. Przebieram palcami po łódkach Twoich palców. Utkwiliśmy w czasie, a każdy kto przywiąże się do jakiegoś czasu swojego życia tkwi tam sam. I nie waż się mówić, że jak palec. Połączeni razem odkrywamy swą samotność, której nie zmienia nawet fakt wspólnego trwania. Każde z nas wybiera inne drzwi. Lecz jak mówi jakiś zapomniany poeta bełkotem pierwszej kartki ściennego kalendarza. To straszne przestać kogoś kochać tylko dlatego, że umarł. Ubieram Ciebie więc słowami i odprowadzam, aż po Twoje drzwi. Pamiętaj, że nawet jeśli się na powrót nie otworzą, ja po tej drugiej stronie zawsze będę trwać owiana zapachem Twojego istnienia. Kocham Cię.

piątek, 25 lutego 2011

meet me

Jeśli prawdziwa jest idea wiecznego powrotu to proszę o brak tej chwili. Cóż jest dla wieczności i zagadek czasu ubytek paru tygodni? Zbyt dużo oglądania się wstecz i wyciągania szyi po to co nadejdzie powoduje, że wypity dziś Wszechświat tak mało mi smakował. Tak jakby każdy atom mojego ciała był skłócony z harmonią, był pożyczony z różnych okresów czasowych. Jaka jest jednak szansa, że wycięcie nieistotnego fragmentu nie wpłynie na całość dzieła. Może nie mogę zachwycić się za rok słońcem Peru z taką intensywnością gdy dziś nie rozpłaczę się stojąc przed obowiązkiem spakowania walizki w 5 minut. A przeszłość pamięta gdy nic nie cieszyło tak bardzo jak szybkie pakowanie i w przyszłości też będzie zachwycać. Po prostu to czuje i wiem. Bo to już było i znowu się wydarzy. I może zamiast stać w miejscu i pytać czy musiałam się tu zatrzymać powinna sobie powiedzieć: zawsze się zatrzymywałaś. To jest przystanek na wydreptanej drodze. Byłam dzisiaj na badaniach i moje ciało od środka na ekranie wyglądało jak obserwacja astronomiczna, boję się, że znowu stracę siebie, trochę, po kawałku. Ale dopóki jestem, jestem gwiazdą . I wystarczy zamknąć oczy żeby zobaczyć nieskończoność. Zamykam oczy.

niedziela, 24 października 2010

Español

Jest coś niesamowitego w nauce języków. Nie można lepiej zrozumieć sytuacji obcokrajowca niż zacząć uczyć się jego języka. Hiszpański nie ma zmysłowości francuskiego ani melodyjności włoskiego. Jest jednak najbardziej seksowny. Po francusku masz ochotę mówić by mężczyzna cię pieścił, po włosku by się z tobą kochał namiętnie tu i teraz, a hiszpański brzmi tak jak byś chciała by cię zerżnął. Po prostu :)

Warto przyjrzeć się jego namiętności i dwuznaczności.  Czasownik "querer" znaczy kochać ale także chcieć. Mówiąc, że czegoś chcesz prawie dajesz do zrozumienia, że to kochasz. To ciekawe jak często mylimy te pojęcia, czasami chcemy czegoś tak bardzo, że już mamy wrażenie, że to kochamy a czasami kochamy i wmawiamy sobie, że dalej tego chcemy. Choć nasze pragnienie spowodowane jest brzydszą siostrą miłości nazywaną przywiązaniem. Innym fantastycznym przykładem jest "tocar" znaczy to grać a zarazem dotykać. Czasem kiedy dotykasz ciało drugiej osoby czujesz się jakbyś grała na instrumencie(i proszę o wyzbycie się w tym miejscu wszystkich obrzydliwych skojarzeń z fujarkami). Moim przypisem zepsułam nastrój, ale chciałam powiedzieć, że "tocar" jest dla mnie idealnym określeniem na pieszczoty z osobą, którą kochasz. Kiedy wiesz, który klawisz musisz nacisnąć aby wydobyć odpowiedni dźwięk. "Sentir" zawiera w sobie znaczenie czuć i żałować. Ile razy żałujesz tego co czujesz? A ile razy czujesz, że żałujesz?

Ktoś może stwierdzić, że ta mnogość znaczeń utrudnia komunikację, ale według mnie kontekst dostatecznie wyjaśnia sprawę a możliwość powiedzenia tych samych rzeczy jednym słowem jest czasem po prostu smaczkiem i pikanterią.


ps. Jeżeli kiedykolwiek poczujesz chęć zbluzgania kogoś kto cię okłamał nazwij go (przynajmniej w myślach) MENTIROSO -> niby znaczy kłamca ale brzmi jakoś namiętnie :)

http://www.youtube.com/watch?v=QRArD_Lh3lU&feature=related <- POWIEDZ, ŻE TO NIE JEST SEKSOWNE!!!