Część mnie jest tu, część mnie jest wywiana w każde miejsce które pokochałam, część mnie jest jeszcze w każdym sercu, które było połową mojego, ale największa część mnie jest we mnie!
niedziela, 15 maja 2011
.
Kiedy słyszę niski tembr Twojego głosu odprężam się i zapadam głęboko w fotelu, kiedy słyszę niski tembr Twojego głosu spinam się wewnętrznie, ale raczej ze swoistego rodzaju rozkoszy. Jestem z Tobą w pokoju, który wypełnia niespotykana w naszym świecie pustka, choć przecież pełen jest mebli. Opróżniony został jednak z czasu i przeszłości. Usunięcie złej przeszłości jest oczywiście genialnym posunięciem, które uzdrowiło by każdą relację, ale znika też przeszłość, która była naszym spoiwem, a właściwie łańcuchem małych chwil, w których chcieliśmy dopatrzeć się niezwykłości. To spojrzenie, którego nigdy nie zapomnisz, ta żądza i ta moja ciekawość. To wszystko zniknie w tym pokoju i zostaniemy tylko ja i Ty. Opadną maski, bo po co je nosić kiedy nie ma się już twarzy. Każdy wystudiowany ruch zostanie za drzwiami, każda przemowa ucichnie z pierwszym rozchyleniem warg, bo nie będziemy mieli jej do czego odnieść. Jedyne co będzie pomiędzy nami to intuicyjne poczucie, że to spotkanie jest naszą próbą, jest czymś z czym musimy zmierzyć się podążając za ślepym instynktem, ufając nieznanemu. Zresztą nieznanemu jest wbrew pozorom łatwiej zaufać. Nawet jeśli lamentujesz dziś, że nie ufasz już nikomu, właśnie dziś zaufałeś setkom ludzi, poddałeś się prądowi życia w społeczeństwie. Lecz pomimo tej całej otoczki podświadomości, jest niezręcznie, jest nieswojo, coś wisi w powietrzu, miało być lekkie a jest przedziwnie ciężkie, ciężkie od tej pustki. Nierówny kącik ust podnosi mi się do góry, chcę przeciąć czymś zapadłą ciszę. W głowie tli mi się tylko dziwna myśl, że powinnam zabłysnąć. Mówię, że tak ciężko się tu oddycha. Ty podnosisz na mnie swój pytający wzrok. Potem z prędkością światła wyduszam, że wszystkie robale tego świata ważą 200 razy więcej od wszystkich ludzi. Krzywię się, a Ty nawet nie pamiętasz, że ja tak nie cierpię robali. Pytasz skąd to wiem, ja nie potrafię sobie przypomnieć. Chociaż w głowie majaczy mi się tramwaj, zupełnie nie wiem dlaczego. Potem widzę, ten peron, szarą wylęgarnię dnia. Ale wciąż nie wiem skąd te robale. Wypuszczam z ust jeszcze tysiące frazesów. Dziwi mnie taki potok słów, ja jeszcze nie wiem, że mam tak co dnia. Ty jeszcze nie wiesz, że tego nie lubisz. Jesteśmy nadzy w świetle dnia. Każdy szczegół naszego życia wycisnął na nas piętno i jest ono dziś namacalne. I mamy wybór, możemy wrócić po to co było za tymi drzwiami, możemy to zostawić i otworzyć następne, możemy wpatrywać się w nagie ciała i nie robić nic. Z mojego oka wypływa łza przepełniona bezsilnością. Nigdy nie kierowałam się głębszą analizą w ważnych wyborach. Podajesz mi swoją dłoń, którą uwielbiam i w której się topię. Przebieram palcami po łódkach Twoich palców. Utkwiliśmy w czasie, a każdy kto przywiąże się do jakiegoś czasu swojego życia tkwi tam sam. I nie waż się mówić, że jak palec. Połączeni razem odkrywamy swą samotność, której nie zmienia nawet fakt wspólnego trwania. Każde z nas wybiera inne drzwi. Lecz jak mówi jakiś zapomniany poeta bełkotem pierwszej kartki ściennego kalendarza. To straszne przestać kogoś kochać tylko dlatego, że umarł. Ubieram Ciebie więc słowami i odprowadzam, aż po Twoje drzwi. Pamiętaj, że nawet jeśli się na powrót nie otworzą, ja po tej drugiej stronie zawsze będę trwać owiana zapachem Twojego istnienia. Kocham Cię.
Subskrybuj:
Posty (Atom)